Na wstępie powiem jedno, żeby jasno i w pełni przekazać Wam moje myśli – nie ma gotowej recepty. Nie ma gotowej recepty na nic w Naszym życiu. Według mnie nie ma nawet gotowej recepty na dobry przepis na ciasto, czy obiad – wystarczy dodać źle łyżkę jakiegoś składnika, żeby ciasto wyszło nie takie, wystarczy że źle coś wymieszamy i wyjdzie nam paćka, a nie babeczki (znam to z doświadczenia własnego). Ale nie o gotowaniu i pieczeniu mowa.

Nie ma gotowej recepty na życie, nie ma magicznej kartki ze wskazówkami jak żyć – nie ma i nigdy nie będzie. Możemy chodzić do psychologów, na terapię, brać leki, psychotropy (nie podważam tych rzeczy, absolutnie! Sama podczas walki z anoreksją chodziłam na terapię, która postawiła mnie na nogi) – ale co z tego, jeżeli sami od siebie nic nie damy i będziemy czekać na „gotowca”, jeżeli nie będziemy działać.

Dla mnie terapia była drogą ku zdrowiu, do dziś dnia dziękuję za osobę, która stanęła na mojej drodze, która pomogła mi wyjść z tego bagna jakim była Ana. Przez długo czas myślałam nawet, że to zasługa mojej Terapeutki (Pani A.), że to dzięki Niej byłam w końcu zdrowa! Jakie było moje zdziwienie, kiedy usłyszałam, dowiedziałam się i zrozumiałam, że Ona była tylko moim drogowskazem, częścią krętej drogi ku lepszemu. Okazało się, że odpowiedź, rozwiązanie i wyjście z anoreksji było we mnie samej. Okazało się, że z pomocą Pani A. zaczęłam zdrowieć, zaczęłam akceptować siebie. Ja sama musiałam stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie „No Aśka, wyglądasz całkiem nieźle!”, ja sama musiałam nauczyć się od nowa jeść, nie licząc kalorii. Pani A. była przy mnie, tak samo jak mój obecny Maż, moi cudowni Rodzice i Przyjaciele, ale to ja SAMA musiałam uwierzyć w to, że mam siłę na to, żeby z tego wyjść. Nie było to łatwe, bo długo nie wierzyłam w siebie, bardzo długo.. byłam pewna, że nie dam rady wyzdrowieć, słyszałam głosy anoreksji, która mówiła mi, że tylko przy niej  będę szczęśliwa. Gówno prawda – pomyślałam sobie pewnego dnia! To właśnie bez Ciebie jestem i będę szczęśliwa!!

Po co Wam to piszę? Pewnie po to, żeby dzielić się z Wami moją historią, taki był plan 😉 ale pisze Wam też to, żebyście wiedzieli / wiedziały, że w Nas jest siła i moc! Czasami ciężko jest uwierzyć w to, że to w Nas jest siła – wiem o tym, też tak miałam i czasami mam.. ale potem przypominam sobie, że pokonałam walkę z Ana i wiem, że jestem silna! Chcę Wam powiedzieć jedną ważną rzecz, a nawet i kilka:

  1. Dawajcie sobie pomagać, nie bójcie się prosić o pomoc i mówić swoim bliskim, że jej potrzebujecie, wystarczy że będzie mogli się przytulić, popłakać i będzie troszkę lepiej,
  2. Dajcie sobie przetrzeć na to, żeby mieć gorszy dzień, żeby nie musieć być uśmiechniętym. Czasami trzeba się zatrzymać, odpocząć..
  3. Dajcie sobie przestrzeń i czas na to, żeby spróbować obiektywnie zastanowić się nad sobą. Może stanąć przed lustrem i pomyśleć co w sobie lubimy? Co mamy naprawdę fajnego? Może masz fajne włosy, oczy, podbródek, piersi, uda, pupę? I nigdy nie myślałaś o tym w kategoriach „jest fajne”, a warto!!
  4. Znajdź dla siebie „miejsce” – pasje, hobby, miejsce w którym będziesz odpoczywać, zbierać siły. Ja od ponad pół roku zapisałam się na Pole Dance (mimo że nie lubiłam nigdy ćwiczyć). Zaczęłam się ruszać, ćwiczyć i okazało się, że sprawia mi to dużo frajdy!!! Co do miejsca w którym odpoczywam, mam takie dwa – pierwsze to mój ukochany fotel, który dostałam od mojego Męża (kocham!), drugie miejsce jest na plaży, na bulwarze nad morzem.. niesamowicie mnie uspokaja to miejsce, złe myśli „wylatują” mi z głowy i robi się porządek na te lepsze myśli,
  5. Staraj się każdego dnia robić coś dla siebie – cokolwiek!!!
  6. Uśmiechaj się, uśmiech czyni Cię piękna – sprawdź teraz i podejdź do lustra 😉
  7. Czasami mamy wrażenie, że w naszym życiu nie dzieje się nic wielkiego, spektakularnego, nic co mogłoby sprawić, że będziemy mieć lepsze dni. A czy musi się dziać? Czy takie rzeczy są aż tak potrzebne? A co z małymi rzeczami, które sprawiają, że dni są piękniejsze? Naucz się doceniać dzień, spisuj to co sprawiło Ci dzisiaj radość, wywołało uśmiech na Twojej budzi. Po całym dniu stwierdzisz, że takich rzeczy było naprawdę dużo!

 

Słuchajcie, ja nadal się borykam z problemami, mam lepsze i gorsze dni, czasami jest strasznie źle, a czasami jest super fajnie, najfajniej na świecie! To co jest  najważniejsze – uczę się cieszyć życiem pełnią siebie! Nauczyłam się dostrzegać małe rzeczy, które sprawiają radość, jestem wdzięczna za to co mam – bo wiem, że nie przyszło to do  mnie samo, była to moja ciężka praca. I Was namawiam do tego, żebyście próbowali każdego dnia dostrzegać małe rzeczy i sami tworzyli swoją receptę na życie i szczęście!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Asia

2 thoughts on “A czy Ty masz swoją receptę?

  1. Nie ma co czekać trzeba działać, bo samo małokiedy coś sie dzieje bez wkładu własnych emocji własnego siebie -własnego „ja”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *